opowieść spisana ze słuchu w Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści
Donna Lucia i jej wachlarz...
--------------------------------
1.
Donna Lucia była od niedawna żoną bogatego kupca. Z tego to powodu jej tryb życia stał się bardzo ustabilizowany, w niedzielę szła do kościoła a w tygodniu wystawała w oknie i wachlarzem poruszała wolno przed twarzą swą, co oznaczało: jestem zamężna, jestem zamężna… jestem zamężna!!
Ruch wachlarza w ówczesnej Hiszpanii był tym językiem gestów, który był czytany przez wszystkich.
Jednak bogaty mąż często wyjeżdżał w interesach i poruszanie się wachlarza zmieniało tempo… z biegiem dni już nie było takie radosne i dumne… Jestem zamężna, przestało cieszyć donnę Lucię.
Jej wachlarz jakby przygasł, poruszał się ospalej i mdlej… mówiąc… jestem samotna, jestem samotna, jestem…
Jednak był wówczas mężczyzna, na widok którego donnie Luciii zabiło serce…
Słynny toreador, don Manolo… ach, jaki to był piękny mężczyzna! Jednak jak dotrzeć do jego serca, gdy całe życie donny Lucii to było okno i niedzielne wizyty w kościele…
2.
Donna Lucia od kogoś usłyszała, że i ona i jej ukochany don Manolo mają tego samego spowiednika… więc w głowie zakochanej zaczął kiełkować pomysł na poruszenie serca ukochanego. Udała się do swego spowiednika i powiedziała wzburzonym głosem: „Padre! Ja jestem donna Lucia, żona, poważna kobieta, a tymczasem… nie, to mi nie może przejść przez gardło! A tymczasem słyszę, czuję, widzę, że ten… ten… toreador… don Manolo… wciąż śledzi każdy mój ruch, wciąż patrzy na mnie i wciąż czuję jego wzrok na sobie! Ja nie mogę tego znieść! Padre… Padre, proszę… zwróć uwagę temu Seniorowi… że nie mogę być przedmiotem jego westchnień… ja… mężatka!!”
Spowiednik wezwał zaraz don Manola do siebie i srogo na niego nakrzyczał… Jak możesz! Jak możesz tak postępować z donną Lucią, ona jest taka niewinna, i taka wierna, i mężatka! Natychmiast przestań! I don Manolo przyrzekł poprawę ale od tej chwili to nie mógł oderwać od donny Lucii swych czarnych oczu… patrzył na nią co niedziela aż kościół wypełniał się westchnieniami
3.
Ale donnie Lucii te niedziele wydawały się odległymi portami podczas dłużących się dni powszednich… Więc przy okazji następnej znów pobiegła do spowiednika i wzburzona rzekła, mocno wachlując się wachlarzem dla ochłodzenia emocji: „Padre! Padre! Prosiłam cię o pomoc a tu na nic się nie zdały moje prośby! Jak wiesz ja mieszkam na ulicy Madryckiej i codziennie stoję w oknie jak każda uczciwa żona… Jednak ten niecny Manolo chodzi pod moim oknem i się pręży jak paw. Ja tego dłużej nie zniosę!! Jak ulica madrycka ma zachować swą dobrą sławę gdy tacy się tam kręcą i patrzą w okna na uczciwe kobiety!” Spowiednik wezwał natychmiast don Manolo i zrugał go okropnie: „Don Manolo, jak tak możesz!! Donna Lucia jest uczciwą kobietą, to mężatka, nie możesz codziennie chadzać ulicą madrycką i wpatrywać się w jej okno… Zabraniam Ci, zabraniam!!” Tego dnia skruszony don Manolo nie mógł złapać tchu. Natychmiast po kościele pobiegł na ulicę Madrycką i tam już codziennie kilka razy przechadzał się ulicą rzucając spod kapelusza upojne spojrzenia w kierunku okna w którym donna Lucia coraz gwałtowniej trzepotała wachlarzem….
4.
Donna Lucia następnej niedzieli znów podeszła do spowiednika: Padre! Zakrzyknęła, padre! To wprost oburzające. Don Manolo wczoraj skorzystał z chwili mej nieuwagi i podrzucił mi przez okno tako oto prezent, tu wskazała swój wachlarz… To nie może się zdarzać! Padre, proszę, przekaż ten wachlarz Don Manolo i naprawdę powiedz mu, że… że… tu aż zadrżał jej głos z oburzenia, że ja nie… załkała i odeszła płacząc! Poruszony spowiednik wezwał natychmiast don Manolo… i obrugał go niestosownymi słowami! Don Manolo, jak możesz? Prezent dla mężatki??? Weź, zabieraj ten wachlarz… i nie zbliżaj się już więcej do donny Lucii, kategorycznie zabraniam!” Uszczęśliwiony don Manolo wybiegł z kościoła i zaraz pobiegł na ulicę Madrycką. Tam przechadzał się wolnym, sprężystym krokiem rzucając już prawie otwarte spojrzenia w okno w którym donna Lucia prawie mdlała z rozkoszy…
5.
I tego dnia donna Lucia dowiedziała się, ze jej mąż wyjeżdża znów w interesach ale tym razem na dłużej. Więc pobiegła natychmiast do swego spowiednika i tam blada ze wzburzenia prawie krzyczała: „Padre, padre, wiesz, że przed moim domem, dokładnie pod moim oknem rośnie duże drzewo, którego grube gałęzie dotykają do okiennic! Wyobraź sobie, wyobraź sobie, ze wczoraj…. Nie, nie mogę tego powiedzieć… wczoraj don Manolo wspiął się na te drzewo i próbował otworzyć okiennicę, na szczęście zawołałam męża i on spłoszył intruza. Ale od dziś, padre, od dziś mój mąż wyjeżdża w dłuższą podróż… i kto mnie, niewinną obroni przed niecnymi zamiarami don Manolo?” Poruszony do żywego spowiednik wezwał natychmiast don Manolo i nie posiadając się z oburzenia wzywał Boga i wszystkich świętych na świadków, że don Manolo za żadne skarby dziś ani jutro, ani poprzez następne 2 tygodnie nawet nie podejdzie do tej jabłonki i nie wejdzie po jej gałęziach, i nie spróbuje otworzyć okiennic, które są zabezpieczone tylko słabym haczykiem… Padre! Ratuj” Wzburzony spowiednik nakrzyczał na don Manolo tak, że mało nie zemdlał z wysiłku a don Manolo… don Manolo jeszcze tej nocy szybkim i zdecydowanym ruchem wspiął się na jabłonkę, lekkim ruchem otworzył niedomknięte okiennice i wpadł w ramiona donny Lucii, która tym razem nie zasłaniała się wachlarzem ani niczym…
Donna Lucia i jej wachlarz...
--------------------------------
1.
Donna Lucia była od niedawna żoną bogatego kupca. Z tego to powodu jej tryb życia stał się bardzo ustabilizowany, w niedzielę szła do kościoła a w tygodniu wystawała w oknie i wachlarzem poruszała wolno przed twarzą swą, co oznaczało: jestem zamężna, jestem zamężna… jestem zamężna!!
Ruch wachlarza w ówczesnej Hiszpanii był tym językiem gestów, który był czytany przez wszystkich.
Jednak bogaty mąż często wyjeżdżał w interesach i poruszanie się wachlarza zmieniało tempo… z biegiem dni już nie było takie radosne i dumne… Jestem zamężna, przestało cieszyć donnę Lucię.
Jej wachlarz jakby przygasł, poruszał się ospalej i mdlej… mówiąc… jestem samotna, jestem samotna, jestem…
Jednak był wówczas mężczyzna, na widok którego donnie Luciii zabiło serce…
Słynny toreador, don Manolo… ach, jaki to był piękny mężczyzna! Jednak jak dotrzeć do jego serca, gdy całe życie donny Lucii to było okno i niedzielne wizyty w kościele…
2.
Donna Lucia od kogoś usłyszała, że i ona i jej ukochany don Manolo mają tego samego spowiednika… więc w głowie zakochanej zaczął kiełkować pomysł na poruszenie serca ukochanego. Udała się do swego spowiednika i powiedziała wzburzonym głosem: „Padre! Ja jestem donna Lucia, żona, poważna kobieta, a tymczasem… nie, to mi nie może przejść przez gardło! A tymczasem słyszę, czuję, widzę, że ten… ten… toreador… don Manolo… wciąż śledzi każdy mój ruch, wciąż patrzy na mnie i wciąż czuję jego wzrok na sobie! Ja nie mogę tego znieść! Padre… Padre, proszę… zwróć uwagę temu Seniorowi… że nie mogę być przedmiotem jego westchnień… ja… mężatka!!”
Spowiednik wezwał zaraz don Manola do siebie i srogo na niego nakrzyczał… Jak możesz! Jak możesz tak postępować z donną Lucią, ona jest taka niewinna, i taka wierna, i mężatka! Natychmiast przestań! I don Manolo przyrzekł poprawę ale od tej chwili to nie mógł oderwać od donny Lucii swych czarnych oczu… patrzył na nią co niedziela aż kościół wypełniał się westchnieniami
3.
Ale donnie Lucii te niedziele wydawały się odległymi portami podczas dłużących się dni powszednich… Więc przy okazji następnej znów pobiegła do spowiednika i wzburzona rzekła, mocno wachlując się wachlarzem dla ochłodzenia emocji: „Padre! Padre! Prosiłam cię o pomoc a tu na nic się nie zdały moje prośby! Jak wiesz ja mieszkam na ulicy Madryckiej i codziennie stoję w oknie jak każda uczciwa żona… Jednak ten niecny Manolo chodzi pod moim oknem i się pręży jak paw. Ja tego dłużej nie zniosę!! Jak ulica madrycka ma zachować swą dobrą sławę gdy tacy się tam kręcą i patrzą w okna na uczciwe kobiety!” Spowiednik wezwał natychmiast don Manolo i zrugał go okropnie: „Don Manolo, jak tak możesz!! Donna Lucia jest uczciwą kobietą, to mężatka, nie możesz codziennie chadzać ulicą madrycką i wpatrywać się w jej okno… Zabraniam Ci, zabraniam!!” Tego dnia skruszony don Manolo nie mógł złapać tchu. Natychmiast po kościele pobiegł na ulicę Madrycką i tam już codziennie kilka razy przechadzał się ulicą rzucając spod kapelusza upojne spojrzenia w kierunku okna w którym donna Lucia coraz gwałtowniej trzepotała wachlarzem….
4.
Donna Lucia następnej niedzieli znów podeszła do spowiednika: Padre! Zakrzyknęła, padre! To wprost oburzające. Don Manolo wczoraj skorzystał z chwili mej nieuwagi i podrzucił mi przez okno tako oto prezent, tu wskazała swój wachlarz… To nie może się zdarzać! Padre, proszę, przekaż ten wachlarz Don Manolo i naprawdę powiedz mu, że… że… tu aż zadrżał jej głos z oburzenia, że ja nie… załkała i odeszła płacząc! Poruszony spowiednik wezwał natychmiast don Manolo… i obrugał go niestosownymi słowami! Don Manolo, jak możesz? Prezent dla mężatki??? Weź, zabieraj ten wachlarz… i nie zbliżaj się już więcej do donny Lucii, kategorycznie zabraniam!” Uszczęśliwiony don Manolo wybiegł z kościoła i zaraz pobiegł na ulicę Madrycką. Tam przechadzał się wolnym, sprężystym krokiem rzucając już prawie otwarte spojrzenia w okno w którym donna Lucia prawie mdlała z rozkoszy…
5.
I tego dnia donna Lucia dowiedziała się, ze jej mąż wyjeżdża znów w interesach ale tym razem na dłużej. Więc pobiegła natychmiast do swego spowiednika i tam blada ze wzburzenia prawie krzyczała: „Padre, padre, wiesz, że przed moim domem, dokładnie pod moim oknem rośnie duże drzewo, którego grube gałęzie dotykają do okiennic! Wyobraź sobie, wyobraź sobie, ze wczoraj…. Nie, nie mogę tego powiedzieć… wczoraj don Manolo wspiął się na te drzewo i próbował otworzyć okiennicę, na szczęście zawołałam męża i on spłoszył intruza. Ale od dziś, padre, od dziś mój mąż wyjeżdża w dłuższą podróż… i kto mnie, niewinną obroni przed niecnymi zamiarami don Manolo?” Poruszony do żywego spowiednik wezwał natychmiast don Manolo i nie posiadając się z oburzenia wzywał Boga i wszystkich świętych na świadków, że don Manolo za żadne skarby dziś ani jutro, ani poprzez następne 2 tygodnie nawet nie podejdzie do tej jabłonki i nie wejdzie po jej gałęziach, i nie spróbuje otworzyć okiennic, które są zabezpieczone tylko słabym haczykiem… Padre! Ratuj” Wzburzony spowiednik nakrzyczał na don Manolo tak, że mało nie zemdlał z wysiłku a don Manolo… don Manolo jeszcze tej nocy szybkim i zdecydowanym ruchem wspiął się na jabłonkę, lekkim ruchem otworzył niedomknięte okiennice i wpadł w ramiona donny Lucii, która tym razem nie zasłaniała się wachlarzem ani niczym…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz