Znów zmierzch osiadał na krawędzi dnia. Tym razem był to wieczór
jeden z tych szczególnych. A ona siedziała sama na brzegu wanny. Kątem
oka widziała się w lustrze. Ogarniały ją mieszane uczucia. Lata mijały a
ona nie była tak bardzo szczęśliwa, jak by chciała. Próbowała różnych
związków. Bywała zakochana. Bywała porzucana. Sama też odchodziła i
wracała. Lub brała nowych facetów w swoje ramiona i uda. Dziś poczuła
się zmęczona. Tym tańcem z życiem.
W domu było ciepło. I cicho.
Dzieci wybiegły na podwórko. Raczej nie wrócą same. Będzie musiała
zawołać je i namówić do powrotu. Wie, że wrócą. Są dość posłuszne. A
dziś ma dla nich też deser. Słodycze. Smakołyki. Przyjdą. Będą z nią
przez chwilę. Potem zażądają bajek, telewizji lub przytulenia. Dostaną
wszystkiego po trochu i położy je spać. A teraz ma czas dla siebie.
W nocy przyśniło jej się coś o czym trochę wstydziła się myśleć za
dnia. Ale sen nie odleciał, jak to często bywa ze snami. Ten przykleił
się do niej delikatnie i trwał. Migotał. Uśmiechnęła się. Kobieta po
40tce, pomyślała... To skarb. Perła. Zatem... mrugnęła do swego odbicia w
lustrze. Zatem. Jeszcze się niektórzy zdziwią! A ja najbardziej.
Promień uśmiechu zalał blaskiem jej usta i pozostał.
Kolejne dni
nie różniły się od siebie. Natomiast wszystko jakby wypiękniało. Jakby
wypełniło się rozświetleniem. Błyszczało i lekko raziło oczy. Życie z
każdym dniem znów podobało jej się bardziej.
Na urodziny dostała perłę. Pojedynczą perłę nawleczoną na cienką nić.
Zdjęła z szyi (na chwilę) sznur pereł i powoli je przeliczyła. Były różnej wielkości.
Od drobnych po średnie i większe. Raczej regularne ale czasem wyczuwała
opuszkiem palca zgrubienia i skazy na niektórych. Dziś zsunęła je
wszystkie i ułożyła inaczej niż dotychczas.
Po prawej i po lewej
stronie ułożyła te najmniejsze, potem dodawała kolejne. Na środku
położyła tę perłę największą. Tę którą właśnie otrzymała.
Nawlekała je powoli i z uczuciem jakiego dawno nie doznała. Nawlekała
każdą perłę myśląc o niej i o czasie jaki ze sobą niosła. O swojej
młodości, pierwszych miłościach, prawdziwym zakochaniu, seksie i
namiętności, pasjach a także zwykłych dniach, chorobach i smutku. Życie
zapisane w perłach było prawdziwe ale... jakoś niepełne. Może któraś z
pereł była fałszywa? Może wypełniona strachem promieniowała na inne.
Zarażała je i powodowała przygaszanie blasku?
Delikatnie polerowała każdą z pereł, ogrzewała ją i obserwowała jej blask.
Każda była przecież cząstką jej. Nie do wyrzucenia, nie do zaprzeczenia.
Z tym sznurem będę dalej żyć. Uśmiechnęła się. I ten sznur będzie ze mną.
Ale ja to teraz trzymam w ręku i układam naszyjnik. Dziś ja decyduję o
tym jak wygląda mój sznur. Jak sobie przeplotę, jak nawlokę, jak dumnie
nosić będę.
Największą perłę nawlokła na środek. Potem następne.
Wieczorem założy sznur korali ale już teraz czuła jego ciepło i lekkość.
Wieczór nie był już samotną wyspą.
Perła nr 40 zalśniła na środku naszyjnika, jaka będzie perła nr 41... Zobaczymy.
Może to będzie ta czarna. Ta cenna. Najcenniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz